To bardzo ważny dzień w życiu świeżo upieczonego inżyniera, który po studiach i dwuletniej praktyce powrócił do rodzinnego miasta. Dziś w lokalnej gazecie „Elbinger Anzeigen” ukazać ma się ogłoszenie o powstaniu jego pierwszej firmy - Zakładu Budowy Maszyn F.G. Schichau w Elblągu przy ul. Wałowej 10.
23 –letni Gottlieb Ferdynand nie jedząc śniadania wybiega z domu, by jak najszybciej chwycić gazetę. Jest! – drobnym gotykiem w rogu widnieje ogłoszenie: „Zakład Budowy Maszyn. Niżej podpisany wytwarza maszyny parowe, tak maszyny Watta, jak też maszyny kondensacyjne z ekspansją oraz maszyny wysokociśnieniowe, żelazne koła wodne każdego typu, konne kieraty, hydrauliczne prasy, walcarki, aparaty do odparowywania cukru w pomieszczeniach o rozrzedzonym powietrzu itp. Także przyjmuje on zlecenia na całe zakłady, jak olejarnie, tartaki, cukrownie buraczane itp. F.Schichau, ulica Wałowa nr 10”. Młody inżynier z gazetą w ręku biegnie do domu. Mocno podniecony rozgląda się jeszcze, czy inni zauważyli już anons. To przecież przełom w jego życiu. Chciałby tą chwilą podzielić się z całym miastem. Najpierw jednak trzeba podzielić się z najbliższymi, a przede wszystkim z ojcem, który pożyczył pieniądze na wykup parceli pod zakład.
Jak podają źródła, ojciec Ferdynanda, Jakob nie umiał nawet pisać. Za młodu imał się różnych zajęć: murarki, żołnierki czy kowalstwa. Do Elbląga przywędrował spod Pasłęka i tu poznał swą żonę – Annę z domu Leuk. 30 stycznia 1814 r. urodził im się syn, któremu nadali imiona Ferdinand Gottlob. Chłopiec miał niezwykłą wyobraźnię i zdolności techniczne. Podglądał pracę ojca, już wówczas mistrza odlewu mosiądzu. W wieku 15 lat Ferdynand śladem ojca zaczął terminować u elbląskiego ślusarza. Dwa lata później wzbudził niemałą sensację, prezentując w Elbląskim Towarzystwie Przemysłowym własnej konstrukcji udany model maszyny parowej. Elbląski landrat (starosta) Abramowski dostrzegł w nim talent i ufundował stypendium na studia w Królewskim Instytucie Przemysłu w Berlinie. Trzyletnie inżynierskie studia Schichau odbył w latach 1832 – 35. W historii Instytutu zapisał się zdobyciem I nagrody za konstrukcję maszyny parowej. Po studiach, zgodnie z ówczesnymi zwyczajami, udał się na dwuletnią praktykę, którą odbył w Nadrenii i przodującej w tym czasie w nowinki techniczne Anglii. Do Elbląga powrócił latem 1837 r. z pomysłem otwarcia własnej firmy. Dlaczego właśnie tu?
W 1837 r. Elbląg obchodził okrągłą 600 – tną rocznicę założenia. Niestety, nie był to okres prosperity miasta, choć jubileusz sprzyjał wielu dyskusjom i planom rozwoju miasta. Czas świetności portu morskiego i sukcesów w handlu międzynarodowym zakończył się bezpowrotnie przed kilkunastu laty. Ale miasto wciąż posiadało spory potencjał. Była nim wolność gospodarcza połączona ze zgromadzonym przez elbląskich kupców sporym kapitałem. Teraz wystarczyło kupcom podpowiedzieć, jak ten kapitał zainwestować, a przecież nikt tego nie mógł zrobić lepiej od młodzieńca, który ostatnich pięć lat spędził w stolicy i w uprzemysłowionej Anglii. Miasta Zachodu daleko odbiegały swym wyglądem, urządzeniami i organizacją od pozostającego na peryferiach Europy Elbląga. Dopiero niedawno zniwelowano fosy i wały oddzielające Stare i Nowe Miasto. Ulice, nawet te główne były ledwie bite, bo na bruk w kasie miejskiej nie było funduszy. O chodnikach lepiej nie wspominać. Nocą tylko te główne rozświetlały latarnie olejowe. Jeszcze gorzej wyglądał stan sanitarny - wodę z Kumieli do centrum dostarczał kilkusetletni drewniany wodociąg z kilkoma studniami. Kanalizacji nie było w ogóle. Toteż panowały tu częste epidemie. Dodatkowo miasto lizało rany po niedawnych wojnach napoleońskich. Było więc wiele do zdziałania i wyzwaniu temu postanowił stawić czoła Ferdynand Schichau.
Ale początki okazały się być nie łatwe. Zakład przy ulicy Wałowej 10 początkowo dał zatrudnienie ośmiu pracownikom. Przez pierwsze cztery lata jego właściciel pracując fizycznie na równi z robotnikami zajmował się głównie naprawą maszyn. Dopiero w 1841 r. otrzymał pierwsze wyzwanie techniczne. Sąsiadująca przez płot stocznia Mitzlaffa zleciła Schichau’owi wykonanie maszyny parowej do pierwszej w Prusach pogłębiarki, która pracować miała w elbląskim porcie. Udana konstrukcja podreperowała kasę firmy. W 1845 r. Schichau powiększył zakład, przybliżając się do basenu portowego swego sąsiada. Zanim go w całości wykupił, zasłynął budując w 1849r. maszynę parową do pierwszego skonstruowanego w Elblągu parowca „James Watt”. W 1854 roku był już właścicielem stoczni w Elblągu, a rok później zwodował pierwszy w Niemczech parowiec o konstrukcji stalowej i rufowym napędzie śrubowym „Borussia”.
Tak rozpoczęła się kariera niewątpliwie najbogatszego w historii elblążanina. Umierając w roku 1896 pozostawiał po sobie olbrzymi, oceniany na 30 milionów marek majątek i legendę. Był podziwiany i szanowany. Dostępował największych zaszczytów. W pamięci elblążan zapisał się jako człowiek sukcesu, któremu nie przewróciło się w głowie. Sam wyszedł z biedy i tylko dzięki pracy wspierającej błyskotliwy talent osiągnął swój wielki sukces. Dlatego też dbał o swych pracowników, finansując kasy chorych, ubezpieczenia życiowe i emerytalne, budując osiedla pracownicze, ochronki, obiekty sportowe i szkoły. W okresach dekoniunktury ograniczał czas pracy, nie wyrzucając ludzi na bruk. Jego elbląskie inwestycje przyciągnęły do miasta kolejnych wielkich przemysłowców. Na przełomie XIX i XX wieku w Elblągu produkowano samochody i maszyny rolnicze, cygara, wyroby emaliowane i odlewy żeliwne. W 33 lata po śmierci Schichau’a, gdy mocno zadłużoną firmę upaństwowiono, pozostawiono jej w nazwie powszechnie szanowane w Elblągu i całych Prusach nazwisko założyciela. Również po II wojnie światowej, gdy organizowano na nowo zakłady w Bremie, nadano im nazwę F. Schichau AG. A w roku 2003, po blisko 60 latach, Ferdynand Gottlob Schichau symbolicznie powrócił do swojego rodzinnego miasta, gdzie spoczywają jego prochy. Rada Miejska uchwaliła nazwanie skweru jego imienia. Postawiono na nim pamiątkowy głaz. Skwer i głaz znajdują się w tym samym miejscu, gdzie rozpoczęła się cała ta historia: przy dawnej ulicy Wałowej nr 10.
Fot. - rodzinny dom Schichaua i ogłoszenie z 1837 roku.
Napisz komentarz
Komentarze