Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 21 września 2026 10:39
Reklama

Rynek pracy w I półroczu 2026. Firmom coraz częściej brakuje konkretnych kwalifikacji

  • 17.09.2026 11:20
Rynek pracy w I półroczu 2026. Firmom coraz częściej brakuje konkretnych kwalifikacji

278 rzeczywistych zgłoszeń kadrowych, wyraźnie większa aktywność przedsiębiorstw w drugim kwartale i kierowcy C+E jako najczęściej poszukiwana grupa zawodowa. Dane Worksol Group z pierwszych sześciu miesięcy 2026 roku pokazują rynek pracy od strony firm, które nie deklarowały jedynie planów zatrudnienia, lecz faktycznie rozpoczęły poszukiwanie pracowników.

Od stycznia do końca czerwca 2026 roku do Worksol Group trafiło 278 zgłoszeń związanych z potrzebami kadrowymi przedsiębiorstw. W pierwszym kwartale było ich 127, natomiast w drugim 151. Oznacza to wzrost liczby kontaktów o 18,9 proc.

Najbardziej wyróżnił się czerwiec. Przez pierwszych pięć miesięcy roku liczba zgłoszeń mieściła się w przedziale od 38 do 46 miesięcznie. W czerwcu wzrosła natomiast do 63, czyli była o 40 proc. wyższa niż w maju.

Nie oznacza to, że zatrudnienie w całej polskiej gospodarce rosło w identycznym tempie. Dane jednej agencji pokazują przede wszystkim skalę i strukturę problemów, z którymi przedsiębiorcy zwracali się po zewnętrzne wsparcie rekrutacyjne.

Kierowcy C+E najczęściej pojawiali się w zapytaniach

Najsilniejszą pojedynczą grupą zawodową byli kierowcy zawodowi, przede wszystkim posiadający kategorię C+E. W całym półroczu wystąpili w 49 zgłoszeniach.

Ich obecność w bazie zwiększała się wraz z upływem kolejnych miesięcy. W styczniu odnotowano 3 zgłoszenia dotyczące kierowców, w lutym 4, w marcu 10, w kwietniu 7, w maju 12, a w czerwcu 13.

W pierwszym kwartale było więc 17 takich kontaktów, a w drugim już 32. W części przypadków firmy poszukiwały jednocześnie kilkudziesięciu kierowców.

To dobrze pokazuje charakter deficytu w transporcie. Nie chodzi wyłącznie o pojedyncze nieobsadzone stanowiska, ale niekiedy o konieczność uzupełnienia dużej części zespołu.

Zawód to za mało. Coraz częściej liczy się konkretna specjalizacja

Kolejną mocno widoczną grupą byli spawacze i monterzy – po 22 zgłoszenia. W 21 przypadkach pojawiali się magazynierzy, komisjonerzy oraz pracownicy logistyki operacyjnej.

W przypadku zawodów technicznych pracodawcy bardzo często precyzowali swoje wymagania. Poszukiwano nie po prostu spawacza, ale osoby posiadającej doświadczenie w konkretnej metodzie, np. TIG czy MAG, określonych uprawnieniach albo pracy przy rurociągach, konstrukcjach stalowych czy projektach stoczniowych.

To zmienia charakter współczesnej rekrutacji. Sama dostępność kandydatów nie rozwiązuje problemu, jeżeli przedsiębiorstwo potrzebuje pracownika z bardzo konkretną kombinacją doświadczenia, dokumentów i umiejętności.

Takie wyzwania dotyczą nie tylko największych ośrodków przemysłowych. Agencja pracy w Elblągu działająca na lokalnym i regionalnym rynku musi brać pod uwagę zarówno potrzeby przemysłu i logistyki, jak i dostępność odpowiednich kompetencji wśród kandydatów z miasta oraz sąsiednich powiatów.

W przypadku mniejszych i średnich rynków pracy znaczenia nabiera także mobilność. Firma może posiadać wakat, a odpowiedni kandydat może znajdować się kilkadziesiąt lub kilkaset kilometrów dalej.

Jedno zgłoszenie może oznaczać ponad sto potrzebnych osób

278 kontaktów nie oznacza 278 wakatów. Różnica pomiędzy tymi wartościami jest jednym z najważniejszych elementów całej analizy.

W pierwszym kwartale jeden z projektów obejmował około 100 spawaczy i 100 monterów rurociągów. Inne zgłoszenie dotyczyło 90 pracowników magazynowych, a kolejne – 50 kierowców C+E.

Również w drugim kwartale pojawiały się duże projekty. Jeden z nich zakładał pozyskanie 120 pomocników budowlanych, 10 malarzy oraz elektryka z uprawnieniami SEP. Projekt stoczniowy obejmował natomiast 40 monterów, 8 traserów i 20 spawaczy.

Jedno zgłoszenie klienta może więc oznaczać potrzebę znalezienia pojedynczego eksperta albo stworzenia całej kilkudziesięcioosobowej załogi.

Dlatego liczba kontaktów do agencji pokazuje częstotliwość problemów rekrutacyjnych, ale nie powinna być bezpośrednio utożsamiana z liczbą wszystkich potrzebnych pracowników.

Zapotrzebowanie występowało we wszystkich województwach

Spośród 278 zgłoszeń 171 udało się jednoznacznie przypisać do konkretnego województwa.

Najwięcej takich projektów dotyczyło Mazowsza – 38. Wielkopolska odpowiadała za 30 zgłoszeń, Śląsk za 19, Małopolska za 14, Pomorze za 13, a Dolny Śląsk za 12.

Najważniejsza jest jednak nie sama kolejność regionów, lecz zasięg geograficzny potrzeb. W bazie pojawiły się projekty ze wszystkich 16 województw.

Nie oznacza to oczywiście, że województwa mające więcej zgłoszeń automatycznie charakteryzuje największy niedobór kadrowy w kraju. Na wyniki wpływa również struktura klientów Worksol Group czy aktywność handlowa firmy.

Pokazuje to jednak, że problem pozyskania odpowiednich ludzi nie ogranicza się do Warszawy, Śląska czy największych centrów logistycznych.

Dotyczy również regionalnych rynków pracy, takich jak Elbląg i północno-wschodnia Polska, gdzie dostępność pracowników musi odpowiadać specyficznym potrzebom lokalnych przedsiębiorstw.

Filipiny najczęściej pojawiającym się kierunkiem zagranicznym

Pierwsze półrocze pokazało także dużą różnorodność geograficzną rekrutacji międzynarodowej.

Filipiny pojawiły się w 33 zgłoszeniach. Kolumbia w 14, Indie w 10, natomiast Ukraina oraz Indonezja po 7 razy.

W danych występowały również m.in. Bangladesz, Nepal, Gruzja, Białoruś, Kirgistan, Tajlandia, Uzbekistan, Tadżykistan, Wietnam i Mołdawia.

Nie oznacza to jednak, że każde takie wskazanie było jednoznaczną preferencją pracodawcy dotyczącą narodowości. Nazwa kraju mogła pojawić się przy legalizacji osób już wybranych, wstępnym rozpoznaniu dostępnych kierunków albo przy istniejącej grupie zatrudnionych.

Mimo tego dane Worksol Group pokazują szeroką dywersyfikację rekrutacji. Firmy patrzą już nie tylko na Europę Wschodnią, ale również na Azję Południowo-Wschodnią, Azję Południową, Azję Centralną i Amerykę Łacińską.

Niewiele nowych zapytań o Ukrainę nie oznacza spadku jej znaczenia

Ukraina pojawiła się w siedmiu bezpośrednich wskazaniach w całym półroczu. Nie należy jednak na tej podstawie wyciągać wniosku, że przedsiębiorstwa przestały być zainteresowane pracownikami ukraińskimi.

Obywatele Ukrainy są już bardzo mocno obecni na polskim rynku pracy. Firma poszukująca kolejnych pracowników może mieć dostęp do kandydatów mieszkających już w Polsce i nie potrzebować otwierania nowego kanału rekrutacyjnego.

W przypadku Filipin, Kolumbii czy Indii sytuacja często wygląda inaczej – przedsiębiorstwo dopiero rozpoczyna budowę nowego źródła kandydatów, co częściej prowadzi do kontaktu z wyspecjalizowaną agencją.

Widoczny w danych trend oznacza więc przede wszystkim poszerzanie dostępnych możliwości rekrutacyjnych, a nie proste zastępowanie jednego kraju innym.

Od 90 magazynierów do jednego jubilera

Zgłoszenia z pierwszych sześciu miesięcy pokazują też ogromną rozpiętość potrzeb przedsiębiorstw.

Obok dużych projektów transportowych, magazynowych czy przemysłowych pojawiały się bardzo nietypowe rekrutacje.

Poszukiwano m.in. jubilera w Warszawie, dentysty do pracy w Belgii czy specjalistów związanych z produkcją szkła.

W drugim kwartale pojawiło się zapotrzebowanie na programistę robotów i PLC do projektu w Meksyku, kontrolera jakości podłóg drewnianych pracującego w Indonezji, operatorów ciężkich żurawi czy kilkunastoosobową ekipę techniczną obsługującą europejską trasę baletową.

Z jednej strony rynek potrzebuje więc dziesiątek pracowników operacyjnych, a z drugiej – pojedynczych specjalistów, których kwalifikacje występują bardzo rzadko.

Bezrobotni są, ale odpowiednich kandydatów nadal brakuje

Dane z pierwszego półrocza dobrze pokazują również pozorny paradoks polskiego rynku pracy.

Z jednej strony w kraju pozostają setki tysięcy osób zarejestrowanych jako bezrobotne. Z drugiej firmy mają problemy z pozyskaniem kierowców, spawaczy, monterów czy operatorów i sięgają po kandydatów również poza Polską.

Wyjaśnieniem jest przede wszystkim niedopasowanie.

Osoba szukająca zatrudnienia może mieszkać w innym regionie niż przedsiębiorstwo potrzebujące pracownika. Może nie posiadać wymaganych certyfikatów, doświadczenia czy prawa jazdy odpowiedniej kategorii. Problemem może być również brak możliwości relokacji, praca zmianowa albo różnica pomiędzy oczekiwanym i oferowanym wynagrodzeniem.

Dlatego głównym wyzwaniem w 2026 roku coraz częściej nie jest znalezienie kogokolwiek zainteresowanego pracą. Jest nim znalezienie właściwego człowieka, posiadającego odpowiednie kwalifikacje i dostępnego dokładnie tam, gdzie firma go potrzebuje.

Analiza Worksol Group pokazuje, że właśnie takie niedopasowanie najlepiej tłumaczy jednoczesne występowanie bezrobocia i bardzo trudnych procesów rekrutacyjnych – zarówno w największych aglomeracjach, jak i na regionalnych rynkach pracy.

 
 
 

Artykuł sponsorowany


Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama